Wzmacniacze operacyjne i komparatory
01 czerwca 2026
Każdy, kto uczył się elektroniki analogowej, na pewno zetknął się ze słynnym „magicznym trójkątem” – przyrządem o nieskończenie wielkim wzmocnieniu różnicowym, zerowej impedancji wyjściowej i takie tam… W praktycznych warunkach nie ma możliwości zakupu owego „idealnego” podzespołu, ale można dobrać taki, który będzie najlepszy z możliwych. Czemu komparatory i wzmacniacze operacyjne to prawie to samo, ale nie do końca, dlaczego celowo ograniczamy ich pasmo przenoszenia, czemu kompromisy są potrzebne i co z tym wszystkim ma wspólnego żarówka? Zapraszam do lektury!
Wzmacniacze operacyjne, bo one będą gwiazdami tego artykułu, wzięły swoją nazwę od dosyć nieoczywistego dzisiaj zastosowania – od wykonywania operacji matematycznych w komputerach analogowych. Trzeba przyznać, że ich parametry (w wersji idealnej) powodują, że stają się wręcz stworzone do odejmowania, dodawania, całkowania i różniczkowania sygnałów. Owszem, dzisiaj nadal używamy układów całkujących i różniczkujących, jak również sumatorów i subtraktorów, jednak rzadko myślimy o nich jako o układach realizujących działania (inaczej: operacje) matematyczne. To tyle tytułem wyjaśnienia ich nazwy.
Schemat blokowy idealnego wzmacniacza operacyjnego znajduje się na rysunku 1. Ponieważ mówimy o ideałach, to jego impedancja wejściowa powinna być nieskończenie wielka, co oznacza, że przez wejścia nie płyną jakiekolwiek prądy. Wzmocnienie różnicowe powinno być, co nieszczególnie dziwi, nieskończenie wysokie. Z kolei impedancja wyjściowa ma wynosić 0 Ω – tak, okrągłe zero. Ze swojej strony dodam jeszcze, co rzadko się uwzględnia przy wymienianiu cech wzmacniacza idealnego, że jego...
Aby kontynuować czytanie wykup
Prenumeratę